poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Rozmaitości w dwa wiersze

Dużo się działo między postem, a postem; trudno wybrać z kilkuset zdjęć. Dziś rozmaitości, a na początek sierpniowy skansen. 
I trochę kwiatów późnego lata... moje liliowce, jeszcze kwitną.
Ale... Jesień idzie, nie ma na to rady! ;-)
Fragment Łodzi nocą... echa III Zjazdu Poetów. Fotka do "Kołysanki dla Łodzi".
Miła pamiątka - Almanach III Zlotu Poetów w Łodzi z moim udziałem.

Wiem, że to zdjęcie już było, ale powtarzam, bo stało się mottem do napisania mojego drugiego wiersza.

* * * * *
Przez kotarę wieków
(kołysanka dla Łodzi)

Popatrz dzień już za nami
na Piotrkowskiej gwar ucichł
stary gołąb też zamilkł
gdy kapelusz zdjął Tuwim

tnie gorące powietrze
Księży Młyn z famułami
Matce Boskiej Chojeńskiej
klon się skłonił zza bramy

szalom cieniom bałuckim
szepcze wiatr parną nocą
do kamiennej poduszki
ślepym murom i oknom

pokruszonym podwórkom
i ulicom zszarzałym
szafirowe dobranoc
mruczą senne tramwaje

zmrok się zsunął nad miasto
w konsultacji z księżycem
u poetów zaś jasno
nowy wiersz tu napiszę

Ewa Pilipczuk, 28.07.2017 r.
(wiersz znajdzie się w Antologii Łódzkiej, wydanej na jubileusz miasta)

* * * * * i drugi wiersz...

Na jednej ręce (Tacie)
 
Był czas
w tamtym ogrodzie wiosną
kasztan dymił białym obłokiem
pomiędzy bzem a jaśminem
snuł się zapach
pieczonych babek z piasku
bezpiecznie bujając się
między niebem a ziemią
gdy mnie brałeś na ręce

drzewa zapatrzone we własne cienie
z zielono szumiącą nadzieją
że będą żyć wiecznie
zanim zapadnie tysiąc klamek
i wiele mostów się spali
okopconych bez zmrużenia oka
nieczułą szarzyzną

niech ta chwila zapadnie
tylko ją chcę zabrać
w ostatnim kadrze przy zejściu z peronu
na rozstaju między tu a nigdzie
w chybotliwych półblaskach słonecznych smug
gestem łagodności

aby raz jeszcze wejść do tego świata
gdzie moje całe szczęście
mieściłeś na jednej
ojcowskiej ręce

Ewa Pilipczuk 9.08.2017 r.

piątek, 28 lipca 2017

Cichość...

A jak cichość, to przyroda. Moje widoki z okna i z ogrodu. Fotki między postem, a postem...
Zaraz po tęczy, tego samego wieczoru zakwitła moja królowa jednej nocy.
Grzybień w oczku wodnym.
Pierwszy w tym roku słonecznik.
Rusałka pawik na sadźcu konopiastym.
Dostojka malinowiec na kwiatach oregano (lebiodki).
Klematis, odmiana "Lech Wałęsa".
Na dobranoc i do wiersza... widok z mojego balkonu.
Cichość
 
Jest takie miejsce w twoich dłoniach
gdzie pośpiech nie ma już znaczenia
niepokój w kącie cicho skonał
codzienny odmawiając brewiarz
 
wieczorną mantrę mruczą wieże
zasnęła wena na latarniach
nie chcąc mocować się dziś z wierszem
zmęczona czy też inter arma... * 
 
Na skrzyżowaniu dnia i nocy
oniemiał czas bezwiednie stanął
smutek ze wstydu mgłą się okrył
bo napotkamy wspólne rano
 
(*inter arma silent Musae – sentencja łacińska:„wśród oręża milczą muzy”)

Ewa Pilipczuk, 27.07.2017

sobota, 15 lipca 2017

Pomiędzy drzewami

Kocham drzewa i często je fotografuję po drodze. Te z moich ostatnich lipcowych wędrówek - Ogród Saski, skansen, Ogród Botaniczny i gdzieś za miastem.
Po drodze trafił mi się taki gość - dzięcioł zielony.
Te huncwoty myślały, że ich nie widać, a cała grusza aż chodziła od szpaczych pogwizdów.
Kasztanowiec żółty.
Laskowikowe w tym roku obrodzą.
Tak, tak... jarzębiny już czerwienieją...
Pomiędzy drzewami

Tu każdy cień jest inną opowieścią
do pary albo samotny
pełen zmurszałych dźwięków
i ptasich pogwarek

latem na mansardzie konarów
w smudze słońca
miodny pośpiech intonuje dzień
zanim zielony wieczór
dokona zmiany warty
na cichnący granat

pozwól jeszcze
onirycznym listopadem
wtańczyć się w krąg lecącego złota
pobiec śladem wiersza
na skrzydłach szepczących metafor

to więcej niż zobaczyć
to odczuć kołysanie słów
oddech absolutu
w sekrecie wieczności

z przesłaniem na jutro
aby ostatnim listkiem wpadł
cichuteńko
w czyjąś pamięć.

Ewa Pilipczuk, 9.07.2017

poniedziałek, 3 lipca 2017

Czerwcowym schyłkiem

Po ostatnich upałach i nawałnicach zapraszam do krainy łagodności. Ogród Botaniczny UMCS w Lublinie, fotki z minionego tygodnia. Z wyjątkiem Rudej. Tę spotkałam wczoraj na cmentarzu. Tu aleja starych, zabytkowych lip. 
Nad  stawem.
Funkie.
Urocza Ruda :) Dostała trzy orzechy, to się wdzięczy.
Sjesta w koniczynie. Dzieci odchowane, matki odpoczywają.
I lipowa kwiecistość do wiersza...
 Czerwcowym schyłkiem

Lipa w zapachu miodu tonie
w opłotkach sennie gwarzą malwy
czerwiec upałem głosi koniec
ptaszęcym jutrzniom
inwokalnym

Parują zmierzchy szafirowo
na cienkiej strunie księżyc brzdąka
półmrok rozkłada pościel nową
w obłocznych tiulach
i koronkach

Błądzące myśli pośród komet
w liturgii nocy mają zenit
chór dni powtarza antyfonę
z naszym dwugłosem
ku jesieni

Ewa Pilipczuk, 29.06.2017 r.

piątek, 23 czerwca 2017

W kolorach lata

W kolorach letnich kwiatów... fotki z moich czerwcowych wędrówek między 15, a 18 czerwca 2017 r.  Inspiracja do pierwszej miniatury :)
To już z mojego grodu. Rodzą się grzybienie w oczku wodnym.
A ona? Nastroiła mnie do drugiej miniatury...
Ileż można o makach? (mini ad hoc)
 
To cała piosenka
falbaniasty welwet
wysmagany wiatrem
w karminowych szeptach
sypią czarną mantrę
mrówkom za posłanie
zostawiając płatki 


Ewa Pilipczuk, 15.06.2017 r.


Żaba (z aquastrof)

Siadła naprzeciw wiersza
ponad kanionem zielonych myśli
z pierwszego planu szybko zeskoczyła
w ciemniejszą toń

gdy życie poza kadrem
przybije pieczątkę „archiwum”
po drugiej stronie liścia
pozwól mi tylko panie
zabrać do błękitów
jej zieloność na zieloności

Ewa Pilipczuk 18.06.2017 r.